3 minuty – tak niewiele, ale jednak dla Wisły to za długo… Wystarczyło przez tę chwilę utrzymać wynik 1:2 w Nikozji, aby drzwi do upragnionej Ligi Mistrzów zostały otwarte. Przypomniały się złe demony po meczu Panathinaikos-Wisła, kiedy też 3 minuty przed końcem Grecy doprowadzili do zwycięskiej dla siebie dogrywki w walce o Ligę Mistrzów.
Patrząc tylko na wynik i minuty w których Wisła traciła bramki w obu tych meczach, można byłoby powiedzieć „Znowu pech…”, natomiast oglądając mecz z APOEL-em można tylko i wyłącznie posypać głowę popiołem, pogratulować mistrzowi Cypru i zdać sobie sprawę ze słabości polskiej piłki.
Huraoptymizm który zapanował po wylosowaniu APOEL-u wydawał mi się co najmniej niestosowny, a po zwycięskim meczu w Krakowie wręcz absurdalny. Każdy trzeźwo oceniający grę kibic piłkarski widział, że APOEL jest drużyną zdecydowanie lepszą piłkarsko od Białej Gwiazdy. Rewanż w Nikozji tylko to potwierdził i to w stopniu, którego zapewne nie zakładali nawet najwięksi pesymiści. Niestety Wiślacy wyglądali na piłkarskich amatorów którym przyszło rywalizować z tytanami taktyki i techniki gry w piłkę, a powiedzmy sobie szczerze, APOEL jest zaledwie ‘średniakiem’ w hierarchii europejskiej piłki nożnej – gdzież mu do Barcelony, Manchesteru United czy Milanu ?
Może lepiej się stało że piłkarze Maaskanta zobaczyli jak dużo im jeszcze brakuje do wtargnięcia do Ligi Mistrzów. Niech dla własnego dobra okrzepną odrobinę w pucharach podczas 6 spotkań w grupie Ligi Europy, powtórzą sukces w lidze, a potem spróbują jeszcze raz, tym razem mądrzejsi o tegoroczne bolesne doświadczenie.
Filed under: Piłka nożna | Otagowane: apoel nikozja, liga mistrzów, maaskant, Wisła Kraków | Zostaw Komentarz »



